"Słomianego wdowca" widziałam po raz pierwszy wiele lat temu jako dziecko, lecz dopiero wczoraj ponownie sobie go przypomniałam. O ile fabułę pamiętałam dość dobrze, to wcześniej nie zwracałam uwagi na szczegóły kostiumów czy wystroju wnętrz. W szczególności zauroczyła mnie szafka (widoczna na ostatnim kadrze) kryjąca w swoim wnętrzu telewizor, radio i gramofon. Genialne w swej prostocie i niezwykle eleganckie rozwiązanie! Wprawdzie nie posiadam odbiornika TV, ale taki mebel z chęcią bym postawiła w pokoju zamiast bezdusznej plazmy ;-)
Marilyn Monroe błyszczy na ekranie jako zmysłowa i czarująca aktoreczka znana po prostu jako "Dziewczyna", która wprowadza się do apartamentu tuż nad Richardem (Tom Ewell) - małżonkiem z siedmioletnim stażem. Jego żona i syn właśnie wyjechali na letnie wakacje... Przysięga małżeńska Richarda przechodzi ciężką próbę za sprawą seksapilu i kuszącego uroku "Dziewczyny". Czy oczarowany Richard pozostanie wierny, czy ulegnie powabowi sąsiadki?
[opis dystrybutora dvd]
"Przepraszam, że przeszkadzam. Zapomniałam kluczy, więc musiałam użyć dzwonka."
"- Mieszka pani w naszym budynku?
- W mieszkaniu Kaufmanów. Są w Europie."
"Schody donikąd. Elegancko."
"Wczoraj próbowałam spać w wannie. Zanurzona po szyję w zimnej wodzie."
"Nie powinno się pić szampana w bermudach. Może mi Pan zawiązać ramiączka?"
"Chipsy i szampan. Na pewno potrafi go Pan otworzyć?"
"Co się stało? Chyba urwał mi się film."
"Czujesz podmuch powietrza z metra? Czy to nie wspaniałe?"
"Nie każ mi iść do tego gorącego mieszkania. Nie przespałam tam trzech nocy."























Wiem, że to co teraz napiszę jest straszne, ale ja po prostu nie przepadam za Marilyn. Ale za to sam film naprawdę uwielbiam, to jedna z moich ulubionych komedii! :)
OdpowiedzUsuńCzemu straszne? Kwestia gustu :)
UsuńDo mnie na przykład o wiele bardziej przemawia sam wygląd i styl Marilyn, aniżeli charakter (większości) kreowanych przez nią postaci ;)
Tak, to świetny film, ja lubie takie, choć czasami grała troche głupią blondynkę, jej sukienki i figura...ach! teraz na wybiegach to same wieszaki...pozdrawiam i miłego dnia Ci życze...pozdrowienia dla Barbarossy...
OdpowiedzUsuńMimo wszystko nie sposób odmówić MM uroku... nawet w roli niezbyt rozgarniętej blondynki ;)
UsuńPozdrawiam!
Nie widziałam filmy, ale zdjęcia zachęcają.
OdpowiedzUsuńCudowne czasy, kiedy mężczyźni i kobiety potrafili się ubierać, a codzienne sprzęty zaskakiwały urodą.
Tak, to prawda... Meble, sprzęty (Kitchen Aid!), a także drobne przedmioty codziennego użytku (papierośnice, puderniczki czy opakowania kosmetyków) - piękno i funkcjonalność w jednym! :)
UsuńZapraszam na konkurs https://www.facebook.com/photo.php?fbid=449210751844926&set=pb.362820600483942.-2207520000.1373048103.&type=3&theater
OdpowiedzUsuńświetne zdjęcia :)
Dziękuję.
Usuńświetny post. :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, czekam na opinie:
www.quitenormally.blogspot.com
dziękuję za komentarz ;) uwielbiam Marilyn
OdpowiedzUsuńI adore Marylin! Amazing woman:)
OdpowiedzUsuńbloglovin.com/blog/3880191
Ach ta sukienka (oczywiście MM w przysłowiowym worku wyglądałaby cudownie) z pierwszego kadru, jest idealna.
OdpowiedzUsuńZawsze oglądając filmy z jej udziałem myślę o tym, jak bardzo niewykorzystany to był talent. Smutne to.
Kiedy Marilyn wchodzi po schodach ubrana w tą białą sukienkę w groszki, jest moim zdaniem o wiele bardziej zmysłowa i seksowna, aniżeli w słynnej (i nota bene ocenzurowanej!) scenie z metrem.
UsuńAle to prawda - ona nawet w parcianym worku wyglądała rewelacyjnie...
Wielka szkoda, że odeszła tak szybko :|