Tak - to pierwsze skojarzenie, jakie mi przychodzi do głowy, ilekroć zakładam tą sukienkę :D
Zdaję sobie sprawę, że według wszystkich mądrych wytycznych stylistów i speców od wizerunku, tak intensywny i wyrazisty odcień jest dedykowany raczej dla brunetek o śniadej karnacji, aniżeli bladolicych blondynek, o chłodnym typie "urody".
Nic jednak nie poradzę, że lubię żywe i wesołe kolory, czego następstwem jest dość bogata paleta barw w mojej szafie. Czerń, szarości, bordo i brązy noszę w zasadzie tylko jesienią i zimą. Jak nietrudno się domyślić, wykazuję przy tym skłonność do dopasowywania kolorów do pór roku i otaczającej aury ;-)
Wracając jednak do ubioru...
Sukienka pochodzi z internetowego sklepu FIGL. Jak na moje laickie oko jest dość porządnie uszyta (jakość porównywalna do Pretty Girl i Top Secret, zdecydowanie lepsza niż H&M), w dodatku ma podszewkę, co nie jest znowu takim oczywistym standardem wśród sieciówek.
Materiał (zgodnie z opisem - poliester) jest łatwy w prasowaniu i praktycznie się nie gniecie.
Jedynymi wadami, w mojej bardzo subiektywnej ocenie, jest długość przed kolano (mimo iż jestem przeciętnego wzrostu) i położenie paska znacznie powyżej talii, co w połączeniu z kloszem, niestety nie wpływa korzystnie na sylwetkę. Do sukienki dołączony jest materiałowy pasek w tym samym kolorze (co widać na stronie produktu tylko dla wersji niebieskiej), który natychmiast wymieniłam na kontrastującą czerń, aby choć trochę podkreślić wcięcie.
Soczystą pomarańcz uzupełniłam fioletowymi czółenkami i kopertówką scalającą wszystkie kolory.
Efekt - mieszanka barw niczym z obrazów Warhola, a więc bardzo w konwencji szalonych i psychodelicznych lat 60. :D
Vintage Cat nosi:
* pomarańczowa sukienka / orange dress - FIGL,
* fioletowe czółenka peep toe / purple peep toe shoes - Deichmann,
* kopertówka / clutch - Avon,
* złota bransoletka / gold bracelet - prezent / gift.











Fantastycznie! Mnie ostatnio mąż próbował namówić na marynarkę w takim zwariowanym kolorze, ale za bardzo się bałam ;) Ty wyglądasz obłędnie, i chyba troszkę żałuję :)
OdpowiedzUsuńA Mechaniczna pomarańcza jest czadowa - nie mogłam oderwać się od książki i uwielbiam do niej wracać :) (filmu nie widziałam:/)
Dziękuję! :D
UsuńPowiem Ci, że ja również z dużą dozą nieśmiałości zamawiałam tą sukienkę, zwłaszcza, że nie wiedziałam jak wygląda w "realu", a jak wiadomo zdjęcia i same monitory potrafią bardzo przekłamać kolor ;)
Na pomarańcz jednak namawiam - niewątpliwie dodaje pozytywnej energii :D
Co do "Mechanicznej pomarańczy" - ja z kolei nie czytałam książki, za to film bardzo mi się podobał (no ale ja ogólnie lubię Kubricka ;)
Kolor pomarańczowy niewątpliwie dodaje energii. Zauważyłam , że kiedy rano wyczuwam, że moja energia jest nie najlepsza, ubieram celowo 1 rzecz garderoby( spódnica lub bluzeczka , czasem sukienka) w intensywnym kolorze: pomarańczowy, czerwony lub żółty...Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńCoś w tym jest, mam podobnie :)
UsuńPozdrawiam!