wtorek, 27 sierpnia 2013
Z cyklu: moda z filmów i seriali - "Roman Holiday" (1953 r.)
Na początku muszę się przyznać do dwóch, być może zaskakujących, rzeczy.
Po pierwsze nie jestem (i nigdy nie byłam) zagorzałą fanką Audrey Hepburn :-) Owszem, doceniam jej dorobek artystyczny, klasyczną urodę oraz niezaprzeczalny urok osobisty. Ogromnie szanuję też działalność na rzecz UNICEF-u. Jednak dziewczęca aparycja w połączeniu z filigranową sylwetką aktorki sprawia, że mimo ogromnych pokładów wdzięku, Audrey zupełnie do mnie nie przemawia jako ideał kobiecości. Z drugiej jednak strony pewne elementy stylu - jak cygaretki, krótkie sweterki, baletki czy trencz - idealnie trafiają w mój gust.
Druga kwestia - wstyd przyznać, ale "Rzymskie wakacje" obejrzałam po raz pierwszy dopiero w tym roku - głównie ze względu na dzisiejszą rocznicę (60 lat od premiery!) oraz... Gregory Pecka.
I tu spotkało mnie małe rozczarowanie (bynajmniej nie aktorem ;-). Otóż okazuje się, że główna bohaterka, Księżniczka Anna występuje (nie licząc dworskich kreacji i nocnych koszul) zaledwie w jednym kostiumie, na który składa się biała bluzeczka z kołnierzykiem*, rozkloszowana spódnica, apaszka oraz sandałki kupione na ulicznym straganie! Nie tak wyobrażałam sobie owe wakacje - w mojej głowie, nie wiedzieć czemu, panowała wizja licznych zwiewnych sukienek, w najprzeróżniejszych wzorach i kolorach...
Tak czy inaczej, Audrey nawet w tym prostym zestawie wygląda fenomenalnie, Gregory Peck jest czarujący, a Rzym... co tu dużo pisać... Rzym jest po prostu bajeczny!
* Na początku Audrey nosi bluzkę z długimi, bufiastymi rękawkami, którą przebiera nie wiadomo kiedy :-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



















Jestem zagorzałą wielbicielką Audrey. Jej urody, wdzięku, stylu i klasy. Zgodzę się, że jej bardzo szczupła, dziewczęca sylwetka nie wszystkim musi się podobać. Osobiście najbardziej lubię Audrey- Holly Golightly, ale pewnie oryginalna w tym nie jestem ;)
OdpowiedzUsuńA co do jej ciuchów w Rzymskich wakacjach, myślę, że nawet w worku po kartoflach wyglądałaby świetnie :)
W zupełności się zgadzam - na tym chyba właśnie polega urok Audrey, że na niej nawet tak prosty i w gruncie rzeczy skromny strój wygląda nietuzinkowo...
UsuńP.S. Witaj z powrotem! :)
Uwielbiam Audrey i uwielbiam "Rzymskie wakacje"! To prawda, jej kobiecość jest chyba dość spornym tematem, ale chyba nikt nie miał tyle wdzięku co ona!
OdpowiedzUsuńDla mnie zestaw z "Rzymskich wakacji" jest po prostu perfekcyjny. Nie mogę się napatrzeć na talię Audrey w tej spódnicy z wysokim stanem! :)
Ten zestaw jest naprawdę wyjątkowo ładny, klasyczny i ponadczasowy! :)
UsuńA talia Audrey? Nie ukrywam, że wpędziła mnie w kompleksy...
Uwielbiam ten film i zachwycającą w nim Audrey :)
OdpowiedzUsuńMuszę przyznać, że też polubiłam "Rzymskie wakacje" - oglądałam z nieustannym uśmiechem na ustach :)
Usuńnie wszystko się wszystkim podoba - ja nie rozumiem fenomenu Pulp Fiction, obejrzałam tylko kawałek;)
OdpowiedzUsuńRzymskie wakacje oczywiście oglądałam, też wolałabym widzieć tam więcej kreacji, ale cóż zrobić trzeba się zadowolić tą spódniczką i bluzką, które już klasyką zostały....no i skuterem:D
Ja z kolei ubóstwiam Pulp Fiction, jak i całą twórczość Tarantino ;)
UsuńAle to prawda - gusta są różne i bardzo dobrze, że tak jest!
A skuter - cudowny! Marzę o takim :D
Ha, odkryłam tajemnicę bluzki! ;) Ja też na początku myślałam, że to dwie różne koszule, zmylił mnie dekolt i rękawy - ale kołnierzyk po prostu rozpięto/rozwiązano, a rękawy są podwijane do góry :)
OdpowiedzUsuńWiesz, że początkowo też tak kombinowałam? Ale zmylił mnie nie tyle inny kołnierzyk, co brak prążków przy guzikach w wersji z długim rękawem, które są obecne na "bluzce nr 2" (czwarty fotos) :)
UsuńPo Twoim komentarzu obejrzałam jeszcze raz początkowe sceny z filmu - prążki jednak są, a więc masz rację - to jedna i ta sama koszula :D
Ponadto bluzka przez moment występuje w formie "przejściowej" - jeszcze z "krawatką", ale już z podwiniętymi rękawkami - scena, kiedy Anna kupuje lody :)
P.S. Jesteśmy nieźle zakręcone ;)
Haha :D Po prostu niedawno z siostrą się zastanawiałyśmy, czy ten fotos z długimi rękawami to nie zdjęcie z planu, bo nie kojarzyłyśmy tej bluzki. Olśniło mnie dopiero, kiedy zestawiłaś ze sobą zdjęcia :)
UsuńCzyli nie tylko ja mam takie "dylematy" ;D
UsuńAch, kocham "Rzymskie wakacje", zaledwie tydzień temu oglądnęłam to po raz kolejny! Akurat ja do wielkich fanek Audrey Hepburn należę ;)
OdpowiedzUsuńJa muszę sobie przypomnieć inne filmy z tego okresu - wiele z nich widziałam, ale bardzo dawno ;)
UsuńWarto obejrzeć film z Audrey "Doczekać zmroku", bo gra tam ślepą, a to niełatwa rola ;) Hmm, a jakie filmy widziałaś? :)
UsuńO, tego filmu akurat nie widziałam, dodaję do kolejki!
UsuńJeśli zaś chodzi o moją listę filmów do "odświeżenia", to jest długa ;) Przede wszystkim filmy z MM - "Jak poślubić milionera", "Pół żartem, pół serio", "Mężczyźni wolą blondynki", "Książę i aktoreczka", "Niagara"...
No i z Audrey - "Zabawna buzia", "Sabrina".
Poza tym klasyki: "Kotka na gorącym, blaszanym dachu", "Most na rzece Kwai", "I Bóg stworzył kobietę", "Buntownik bez powodu", etc., etc..
Wszystko to obejrzałam 10-15 lat temu, pamiętam ledwo zarys fabuły ;)
"Kotka na gorącym, blaszanym dachu" to dopiero nylonowy klasyk ;)
Usuńa po obejrzeniu "I Bóg stworzył kobietę" zastanawiałem się, co takiego niezwykłego świat widział w Bardot... nic specjalnego... ot taki filmik o puszczalskiej lasce znad morza... za Hemmingway'em można by film nazwać "Młoda kobieta i dużo morze" ;)
Cóż - kwestia gustu jak zwykle ;)
UsuńFilm oglądałam kilka razy... zawsze pod wrażeniem figury i delikatnej urody Hepburn. Uwielbiam jej piękne sarnie oczy. A figurka... ach, pomarzyć...
OdpowiedzUsuńO tak - Audrey ma cudowne oczy... Też mi się szalenie podobają!
UsuńLubie filmy z AH :) A Rzymskie wakacje to chyba pierwszy film z nią, który oglądnęłam :)Co do typu kobiecości to moja siostra nie "trawi" MM bo uważa jej seksapil za wulgarny, a woli AH, ja znowu prezentuje stanowisko, ze jest wiele ponadczasowych kobiet kina, muzyki, mody, których uroda olśniewa :) Jedynie chyba Twiggy do mnie nie przemawia ;)
OdpowiedzUsuńNo widzisz, a ja z kolei jestem fanką figury MM :) Twiggy - nigdy mi się nie podobała :|
UsuńJa jestem fanem figury Katarzyny Gniewkowskiej ;)
Usuńlubie takie klimaty :)
OdpowiedzUsuńWłoskie czy retro? ;) Ja kocham jedno i drugie...
UsuńA ja właśnie kocham taką figurę i jest dla mnie ideałem kobiecości - uwielbiam ją w każdym calu :)
OdpowiedzUsuńTak jak pisałam wyżej - gusta są różnorodne, i fajnie, bo każdy może mieć własne ideały :)
UsuńMasz rację, do mnie też nie przemawia jako ideał kobiety, choć podoba mi się.
OdpowiedzUsuńFilm ogladałam ale już dość dawno.
Rzym ,cudowny Rzym, chcę jeszcze tam wrócić...pozdrawiam serdecznie...
A ja marzę, żeby kiedyś tam pojechać... Rzym, jak i całe Włochy ogromnie mnie pociągają!
UsuńPozdrawiam!
Najlepsza scena w tym filmie jest na początku filmu jak Audrey gubi but pod suknią i jest taki fajny close-up na jest stopę w nylonowej pończosze :)
OdpowiedzUsuńJa za Audrey też nie przepadam. Głównie za to, że wprowadziła do kina taki lolityzujący / infantylizujący styl (na pewno nie dziewczęcy). Takiej licealistki, która podkochuje się w 50-latkach, którzy nie są w stanie sprostać kobietom i uciekają w "słabe" lolitki...
Scenę pamiętam oczywiście, ale na takie szczegóły nie zwracałam uwagi! Chyba skupiłam się bardziej na sukni i klejnotach ;) Rafaello - jesteś prawdziwym pasjonatem!
UsuńCo do Audrey - mimo wszystko nie określiłabym jej mianem lolitki. Dla mnie ona reprezentuje po prostu skrajnie dziewczęcy rodzaj kobiecości :)
Ok - lolitka to sposób w jaki się wykorzystuje ten "skrajnie dziewczęcy rodzaj kobiecości"; bardziej mi chodziło o to, że większość (?) facetów, których interesują takie kobiety to lekkie dewianty ;) (patrz Niemcy interesujący się Tajkami...)
Usuń